Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawdziwe historie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawdziwe historie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Dziwna historia o znikającym nożu myszy

      Nie wiem, czy o tym wiecie, ale nie wierzę w żadne zjawiska paranormalne czy inne szmery bajery. Prowadzisz bloga o tajemnicach, makabrach i nadprzyrodzoności, do tego masz pełno książek o takiej tematyce. Faktycznie, nie wierzysz. Nie słuchajcie, to była tylko ta część mojej osobowości, która znajduje dziwną radość w niszczeniu własnej logiki. Będzie ona naszym dzisiejszym gościem. W każdym razie, nie wierzę w żadne cuda wianki, ale niestety, wydaje mi się, że one wierzą we mnie. I tu tkwi cały problem. Opowiem Wam o pewnej dziwnej historii, która kiedyś mnie spotkała. Przygotujcie sobie jakieś jedzonko, popcorn, colę (popcorn, cola, gramy w LOLa!)

     Wszystko zaczęło się w zamierzchłej przeszłości, naprawdę dawno temu. Było to wtedy, gdy mysza, dziecię z warkoczykami i odziane w białą szatkę, przystępowało do Pierwszej Komunii. Czyli mniej więcej dziewięć lat temu. A może osiem. Nie umiesz liczyć. W owym czasie ciotka moja pojechać miała na działkę, by przywieźć duży nóż, bowiem dwa noże znacznej wielkości potrzebne były na moje przyjęcie. Gdy ciocia z nożem przyjechała do domu, drugi nóż, który już w nim był, zniknął. Ciężko ustalić, czy okoliczności jego zniknięcia były tajemnicze, ponieważ świadków tego zdarzenia brak, przyjmijmy jednak, na potrzeby opowieści, że były one tajemnicze. Na pewno w tajemniczych okolicznościach się pojawił, ale o tym na końcu. 

Nie mam zdjęcia noża, dlatego postanowiłam zamieścić tutaj swoje zdjęcie. Jestem w końcu  bohaterką historii. I mam ładną czapkę. 
     Moja babcia, właścicielka zaginionego noża, była niezbyt zadowolona z jego braku. Jesteś mistrzem eufemizmu. Wszczęto poszukiwania. Wszystko na próżno. Noża po prostu nie było. Rozmontowaliście prawie całe mieszkanie. Szczegóły. Pogodziliśmy się jakoś ze stratą tego przedmiotu. Zaczęły dziać się jednak niezwykłe rzeczy... Przedmioty wędrowały sobie po mieszkaniu niczym kamienie w Dolinie Śmierci. Pozostawiona na parapecie książka nagle przenosiła się na łóżko. Wystarczyło tylko na chwilę spuścić ją z oczu. Niezłe wytłumaczenie dla twojego bałaganiarstwa. 

piątek, 27 czerwca 2014

Bój się kota, albowiem może Ci śmierć wieszczyć!

     Witajcie! Jako że ostatnio na blogu pisze głównie Temus, a bloga lubię, zgodziłam się na bliżej nieokreślony czas (raczej wakacje, a co później...? c;) dołączyć do załogi. Garstkę informacji o mnie znajdziecie tutaj. Dziś pragnę przybliżyć wam historię pewnego kota.

     Koty zazwyczaj kojarzą nam się puchatymi zwierzątkami, które są wręcz czczone w internecie. Roi się tam od śmiesznych i uroczych zdjęć czy filmów z nimi w roli głównej. Już w starożytnym Egipcie ludzie fascynowali się tymi spadającymi na cztery łapy myśliwymi. Większość sług właścicieli tych boskich stworzeń na pytanie: ,,Dlaczego twój kot przyszedł się położyć do ciebie, do twojego łóżka?" odpowie: ,,Pewnie pragnie bliskości" (albo raczej ,,Pewnie stwierdził, że jestem godzien przebywać w jego towarzystwie"). W przypadku pracowników domu opieki Steere House w amerykańskim stanie Rhode Island, jest zupełnie inaczej.

      Każdy, kto dłużej przebywa w tym ośrodku i poznał już mieszkającego tam kota Oskara, wie, jakie są zwyczaje sierściucha.  Kot potrafi cały dzień chodzić od pokoju do pokoju i raczej nie zatrzymuje się na dłużej w żadnym z nich.... Chyba że pacjentowi pozostało ledwie kilka godzin życia. Oskar kładzie się wtedy na łóżku obok umierającego i dotrzymuje mu towarzystwa w ostatnich chwilach życia.

     Może słyszeliście kiedyś opowieści o kocie, który przewidywał śmierci, a później został zabity przez rodziny pacjentów, bo rzekomo ową śmierć przynosił? To była jedynie plotka o Oskarze, wypuszczona w 2007 roku, nadal jeszcze ,,walająca się" po internecie, znajdująca schronienie na stronach równie wiarygodnych, co Wiedza Bezużyteczna. Kocur ma teraz osiem lat i czuje się dobrze.

Tak wygląda Oskar
     Do 2010 roku Oskarowi udało się przewidzieć ponad pięćdziesiąt śmierci! Pracownicy domu opieki ufają mu do tego stopnia, że kiedy widzą go leżącego obok któregoś z pacjentów, zawiadamiają rodzinę chorego. Ci są wdzięczni za to, że nawet jeśli nie mogą przez odległość być ze swoim bliskim, robi to za nich Oskar. Czasem nawet w listach z podziękowaniami od rodzin pacjentów obok nazwisk lekarzy widnieje również imię słynnego kota.

sobota, 21 czerwca 2014

Widzę buzię w tej posadce – twarze z Belmez

     Czy zdarzyło Wam się kiedyś, aby kanapka spadła posmarowaną stroną do dołu? Pewnie tak, ale czy zdarzyło się Wam, by masło zostawiło ślad, który wygląda jak ludzka twarz? No z tym już mógłby być spory problem. Chociaż, ku waszemu zaskoczeniu, notka nie będzie ani o zadziwiającym zjawisku, jakim jest spadanie kanapki masłem w dół, ani o plamach z masła na podłodze. Moja notka będzie o twarzach pojawiających się samoistnie, a zaczęły się one pojawiać właśnie w kuchni.

Po lewej twarz mężczyzny, a po prawej uśmiechnięta twarz kobiety. http://sobreleyendas.com/wp-content/uploads/2009/02/belmez.jpg
      Pewnego pięknego, letniego dnia w 1971r. Maria Gómez, z małego miasteczka Belmez w południowej Hiszpanii, wróciła z zakupów. Rozpakowując zakupioną żywność, zauważyła plamę na swoim kamiennym piecu. Niezbyt przejęła się tym faktem, bo było to tylko zwykłe zabrudzenie w popadającym już w ruinę domu. Kilka dni później plama zaczęła przybierać rysy twarzy, która przypominała twarz mężczyzny. Jedno z dzieci pani Gómez postanowiło skuć wizerunek i zasklepić betonem. Wszystko było pięknie, ale kilka tygodni później, właśnie na nowym tynku, pojawiła się kolejna twarz. Postanowiono położyć w tym miejscu szybkę, a także udokumentować całe zjawisko, wzywając miejscowego fotografa. Zdjęcia wykazywały, że na plamie pojawiały się kolejne, dokładniejsze rysy twarzy, aż w końcu twarz zbladła i została wchłonięta przez wykładzinę.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Odbiór, czy jest tam kto? – Sygnał WOW!

      W naszej zwykłej codzienności często spotykamy się z niecodziennymi ,,dowodami" na istnienie pozaziemskich cywilizacji. Spotykamy się z osobami, które widziały ufo, były porywane i gwa... badane przez kosmitów. Przeglądając prasę możemy dowiedzieć się o nowych kręgach czy piktogramach w zbożu prostego rolnika, jakim jest pan Edek. Czy to tak naprawdę solidne dowody na potwierdzenie ,,ich" istnienia?

Wykonany był bardzo dawno temu i jakość może nie powalać.
     Z kosmosu docierają do nas różne sygnały, najczęściej kosmiczny szum. Piętnastego sierpnia 1977 roku pan J. R. Ehman odczytując wydruki sygnałów odebranych przez teleskop Big Ear w Delaware (Ohio), natknął się na ciąg ,,6EQUJ5". Co to oznacza?

     Odczyt ten wskazywał na sygnał prawie trzydziestokrotnie silniejszy niż zwykły kosmiczny szum. Naukowcy ustalili, że nadszedł z poza układu słonecznego, najprawdopodobniej z gwiazdozbioru Strzelca z okolic grupy gwiazd Chi Sagittarii. Sygnał tak bardzo zszokował naukowca, że ten napisał na czerwono duże WOW, od którego nazwano ten właśnie sygnał. Do tej pory to najmocniejszy dowód na to, że kosmici istnieją. Czy wiedzieliście o tym sygnale? 



źródła:
http://innemedium.pl/wiadomosc/slynny-sygnal-wow-odebrany-trzy-dekady-temu-mogl-pochodzic-miedzygwiezdnej-latarni
http://strefatajemnic.onet.pl/ufo/odebralismy-sygnal-od-obcych/3h5g1
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sygna%C5%82_Wow!

piątek, 30 maja 2014

Autostopowicze widmo

     Ostatnimi czasy bardzo często codziennie mam styczność ze zjawami, duchami, nawiedzeniami, szmerami, blaskami, dziwnymi światłami itd., dlatego też postanowiłem znów zanudzić Was kolejnym postem o duchach. Enjoy!

http://ks27729.kimsufi.com/p4/200905/B7/39218557.jpg
     Niedługo będą wakacje i rozpocznie się sezon wyjazdów, biwakowania, plażowania, czy też siedzenia w domu (a nie, to ostatnie to tylko u mnie – nie, u mnie też – przyp.myszy). Niektórzy zapewne będą dużo podróżować, więc mogą spotkać różnych ludzi i nie tylko ludzi.

     Jadąc późnym wieczorem samochodem można spotkać autostopowicza. To chyba nic nienormalnego, prawda? Każdemu może nawalić auto albo może się zgubić w nieznanym terenie. Jednak jeżeli będziecie mieli szczęście, to spotkacie autostopowicza widmo! 

poniedziałek, 26 maja 2014

Nawiedzony dom, czyli Temus nie może spać

    Pisałem Wam ostatnio, że mieszkanie mojego wujka jest nawiedzone. Otóż okazało się, że nie tylko tamto mieszkanie jest nawiedzone. Dzisiejsza noc uświadomiła mi, że w moim mieszkaniu także pojawiają się duchy i dzieją się różne rzeczy. Przynajmniej mam pewność, że mi nie odbiło (do końca).

Małe sprostowanie

     Najpierw zacznę od ogólnego ,,widzenia zjaw". Od zawsze chyba zdarzało mi się widzieć jakieś zjawy, duchy,  światła czy kształty. Intensywnie zaczęły pokazywać mi się około półtora miesiąca temu, kiedy idąc wieczorem do domu, zauważyłem postać małego dziecka przy miejscowej ,,Sraliwce" (przyp. myszy: to jest Struga Barcińska, a nie Sraliwka!!!), która to postać zniknęła kilka sekund później. Od tamtego czasu widuję takie rzeczy prawie codziennie. Możecie pomyśleć, że po prostu mi odbiło i powinienem się iść leczyć. Też tak myślałem, aż do tej nocy.

Nawiedzone mieszkanie

     W mieszkaniu od dawna widywałem zjawy i słyszałem różne odgłosy. Wiele razy zapewne było odwiedzane także przez kosmitów. Kiedyś nawet doświadczyłem, jak kabel od ładowarki, który leżał obok mnie, sam się wyginał zaraz po ukazaniu mi się zjawy (paranoja?). To wszystko to tylko zwykłe objawy paranoi, a czy opętanie także zalicza się do chorób umysłowych?

piątek, 23 maja 2014

Maryjki (czyli moje) z borowym spotkanie – słowiańskie wierzenia prawdziwe takie.

     Ludzie słodcy, nie zgadniecie, no nie ma sposobu, nie zgadniecie, co ja wczoraj widziałam w lesie! Było już ciemno, prawie noc, a ja samiuteńka w samiuteńkim środku lasu. Nie wiedziałam, gdzie dokładnie jestem, bo mrok mi ścieżki tak pomylił, może to jakiś błęd drogi pozamieniał, że ścieżynka, którą przecież dobrze znałam i za dnia przemierzałam, wydawała się nie mieć końca. Czyżbym w innym wymiarze się znalazła lub w jakim złym śnie? Las był niebezpieczny, ponoć duch bez głowy w nim straszył i mafia. Im dalej szłam, tym ścieżka stawała się wilgotniejsza, w okolicy tej jeziorko leśne ponoć kiedyś było, ze starorzecza powstałe. Jeziorka nie ma, ale bagniska pozostały, a bagnisko w lesie nocną porą jest jednym z najstraszniejszych miejsc, w jakie można zawędrować. Myślałam już, że żadnym sposobem do domu nie wrócę, z rodziną się żegnałam i ukochanymi stworami domowymi, gdym postać jakąś zobaczyła przed sobą na dróżce. 

     Mam takie słabe serce, ach, ludzie, przecież dobrze wiecie, jakiego zdrowia słabego jestem. Cud, żem zawału nie dostała! No więc patrzę i choć ciemność okrutna, zobaczyłam dziada tak wysokiego jak taki średniej wielkości świerczek obok. Gębę miał tak bladą jak jakaś oiran, jak miesiąc świeciła! Brodę miał i wąsy, ale zaskakująco schludnie ułożone, tylko we włosach na głowie miał szyszki jakieś powtykane. Taką brodę i wąsy jak ta głowa drewniana, co z jeziora w Janikowie ją wyjęli miał. Matuchno najniebieściejsza, ale się zlękłam! Idzie do mnie ten dziad i idzie, jest coraz bliżej, a mnie jakby nogi w ziemi utknęły. Już tylko kilka kroków dzieli nas od siebie! 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Leszy
Matuchno najniebieściejsza, tak właśnie wyglądał ten dziad, dokładnie! Tylko ubrany był i brodę miał schludniejszą, ale te szyszki takie same miał wplecione.

sobota, 10 maja 2014

Rok Ognistego Konia i Dzieciobójstwo

     Jak pewnie wiecie, zgodnie z almanachem chińsko-japońskim, każdy rok otrzymuje swoich patronów, jedno z dwunastu zwierząt oraz jeden z dziesięciu niebiańskich symboli. Obecnie mamy rok Drewnianego Konia. I całe szczęście, że drewnianego, a nie ognistego...

http://foch.pl/foch/1,132041,15417106,Sfochowany_horoskop_na_Rok_Drewnianego_Konia.html
     Według wierzeń ludowych, dziewczęta, które urodziły się w roku Ognistego Konia, będą obdarzone ognistym temperamentem i będą miały naprawdę wyjątkowo nieszczęśliwe życie. Ostatnim rokiem ognistego konia był rok 1966. Wiecie, co jest w tym interesujące? W tym roku W Japonii nastąpił spadek liczby urodzin aż o jedną czwartą, w dodatku liczba aborcji wzrosła o ponad dwadzieścia tysięcy. Najciekawsze jest to, że podobny spadek urodzin odnotowano wśród Japończyków mieszkających poza granicami swojego kraju – na hawajach i w Kalifornii. 

     W 1966 roku nie istniała metoda precyzyjnego określenia płci płodu przed jego przyjściem na świat, dlatego jedynym sposobem na ,,pozbycie się" dziecka płci żeńskiej, które miało mieć pechowe życie, było uśmiercenie go po jego narodzinach, czyli krótko mówiąc, dzieciobójstwo. Brzmi to strasznie, prawda? Czy naprawdę rodzice mogli posunąć się do zabicia świeżo urodzonej dziewczynki tylko dlatego, że stary przesąd mówił, że będzie obciążona czymś na kształt klątwy? 

     Badaczka Kanae Kaku przebadała wskaźnik zgonów spowodowanych różnymi wypadkami, zatruciami i przemocą między 1961 i 1967 rokiem i dokonała przerażającego odkrycia! W roku Ognistego Konia wskaźnik zgonów noworodków – dziewczynek, był znacznie wyższy, ale wskaźnik zgonów nowo narodzonych chłopców nie zmienił się. Na tej podstawie japońska badaczka wyciągnęła wniosek, że Rok Ognistego konia faktycznie był pechowy – tysiące małych dziewczynek poświęcano w imię zabobonu!

Całe szczęście, że rok Ognistego Konia wypada raz na sześćdziesiąt lat... 


niedziela, 13 kwietnia 2014

,,Goście, goście" – czy Twoje mieszkanie jest nawiedzone? Poradnik.

     Dzieńdobrek wszystkim! Nazywam się Temus i od kilku dni jestem członkiem ekipy Ludożercy. Dołączyłem do bloga na prośbę myszy i Nagishi. Brakowało redaktorów, a nalegały, więc nie mogłem zostawić dzielnych niewiast samych! Osoby, które chcą się o mnie czegoś dowiedzieć, zapraszam TUTAJ lub TUTAJ. Nie lubię rozpisywać się na temat mojej osoby, więc musicie skorzystać z zapisków, które już powstały.

      Moim pierwszym postem będzie poradnik, który pomoże Wam sprawdzić, czy mieszkacie z duchami. Zaprezentuję wyniki moich własnych poszukiwań i badań. Dlaczego taki temat na pierwszy ogień? To na końcu posta. Byłbym zapomniał, w poście zostało coś ukryte. Gdzie i co – nie powiem. Małą podpowiedzią może być drugi link. Miłego czytania i szukania :) Enjoy!

Poradnik: Czy Twoje mieszkanie jest nawiedzone?

http://fc08.deviantart.net/fs70/i/2010/293/6/d/scary_place_by_hdvs-d3155uw.jpg
     Wielu z Was pewnie oglądało filmy, w których mowa jest o nawiedzonych domach. Historia zwykle zaczyna się tak samo: para ludzi wprowadza się do nowo kupionego mieszkania, oczywiście po okazyjnej cenie. Po kilku dniach zaczynają dziać się tajemnicze rzeczy, słychać dziwne odgłosy, w mieszkaniu robi się zimno, drzwi i okna same się otwierają, rzeczy zmieniają miejsce lub lewitują. Niejeden pewnie zadał sobie  pytanie, czy nawiedzenia są prawdziwe.  Dzisiaj właśnie odpowiem Wam na to pytanie, będziecie też mogli przekonać się na własnej skórze, czy wasze mieszkanie jest nawiedzone.

     Do poszukiwań prawdy wcale nie będzie nam potrzebna nowoczesna technologia, spirytysta ani nawet proboszcz. Wystarczy nam czas, cierpliwość, stalowe nerwy oraz mąka. Przeszukałem internety i oto, co w nich znalazłem!

środa, 12 marca 2014

Koniec niewinności

     Dziecko – symbol czystości, niewinności, naiwności, początku. Tak przynajmniej się mówi. gdy jednak spojrzymy, jaka jest symbolika tego słowa, spotkamy się też z hasłami lekkomyślność, spontaniczność i  beztroska. Trudno stwierdzić, które cechy lepiej opisują tych niedojrzałych jeszcze członków naszego społeczeństwa, jednak ta druga grupa określeń bardziej pasuje do trzech przypadków, o których opowiem Wam w tej notce. Pasuje tu też jeszcze jedno określenie - okrucieństwo. 


     1. Pamiętam jak dziś, gdy kilka lat temu byłam zszokowana widokiem młodszych ode mnie dzieci, które pokazywały sobie środkowe palce. Od tamtego czasu jestem przekonana, że demoralizacja młodzieży postępuje. To jednak nic w porównaniu z przypadkiem dwuletniego Jamesa Bulgera. Małe dziecko zostało tuż koło własnej matki uprowadzone z centrum handlowego przez dwóch napastników. A byli nimi dziesięcioletni chłopcy, którzy tego dnia akurat urządzili sobie wagary i szukając wrażeń kradli słodycze. Nie przedłużając jednak, co takiego zrobili? Położyli Jamesa na torach kolejowych i czekali na pociąg. Gdy chłopiec próbował się wyrwać, zwyczajnie zmasakrowali go cegłami i żelaznym prętem. Następnie ukryli się w zaroślach i obserwowali, jak dziecko umiera na miejscu. 

     Robert Thompson i Jon Venables dostali karę 8 lat pozbawienia wolności i sądzeni byli jak dorośli.

poniedziałek, 14 października 2013

O legendarnych strachach, czyli o Diable z New Jersey

Mam nadzieję, że nie pomyliłam znowu kolejności pisania postów. Mój temat o Spring Heeled Jack'u wydawał mi się trochę mało pasujący do Ludożercy. Udało mi się jednak znaleźć temat, który generalnie każdy zna, słyszał i wie więcej ode mnie, ale powiedzmy sobie szczerze - kryptydy są dość ciekawym tematem.


     Pierwsze doniesienia o Diable z New Jersey pochodzą z 1735 roku, jednak to w roku 1909 jeden z lokalnych amerykańskich dzienników - Philadelphia Evening Bulletin, opublikowało rycinę, która miała rzekomo przedstawiać potwora. 

     W ciągu zaledwie jednego tygodnia legendarna kryptyda była widziana była przez blisko dwa tysiące świadków!

     Diabeł porywał i mordował zwierzęta. Co więcej - stwór nie wahał się także atakować ludzi. Jak to jest z masową paniką, w szkołach odwoływano lekcje, pozamykano niektóre zakłady pracy, a ludzie nosa z domu nie wystawiali (u nas też by taki diabeł się przydał - przyp. pułkownika myszy).

czwartek, 10 października 2013

Coś, co trzeba zobaczyć – spis najbardziej nawiedzonych miejsc.

        Z góry przepraszam za małe ,,zawieszenie" Ludożercy, wena lubi uciekać. Z racji tego, że wystarczająco długo czekaliście, postanowiłam przygotować coś ,,ekstra", coś co wygrzebałam z otchłani internetu. Proszę państwa - lista miejsc, w które chciałabym się wybrać!

                                                              

                                                               1. Zamek w Edynburgu



     Nasza ukochana wikipedia może nam zaprezentować same suche fakty na temat jednej z najpotężniejszych fortec. Często można pominąć małe szczegóły. Otóż nie dość, iż forteca ta jest jednym z symboli Szkocji, jest również najbardziej nawiedzonym tam miejscem, ba, najprawdopodobniej na świecieW 2001 roku była tam grupa badaczy zjawisk paranormalnych, którzy mieli ocenić, czy to miejsce, w którym rzeczywiście można dostać gęsiej skórki. Chcecie, to macie, uwaga, uwaga - grupa śmiałków i fascynatów zjawisk paranormalnych, orzekła iż w 51 procentach pomieszczeń mogły być obecne duchy.


wtorek, 10 września 2013

Żyjemy w dobrych czasach...

    Żelazna dziewica, łamanie kołem, zanurzanie w gorącej smole. Wszystko to nudne przeżytki. Jednak ludzie są niesamowicie kreatywni co udowodnili nie raz wymyślając... różne sposoby tortur. Tak, zadawanie bólu więźniom, skazańcom, heretykom dla jednych były rozrywką, a dla drugiej strony nieziemska katuszą. Chciałam Wam dziś zaprezentować kilka najciekawszych rodzajów tortur do których dokopałam się w czeluściach internetu!

Szczurza ekscytacja

    Zwierzęta będą zazwyczaj kierować się swoim instynktem. To też stało się dla wielu inspiracją  do ,,tworzenia". Tak powstała szczurza tortura, znana też jako ,,szczurza ekscytacja". Przeprowadzenie takiego zabiegu nie było jakoś wybitnie skomplikowane. Będziemy potrzebować:

1 wiadra
paru szczurów
dowolnego źródło ognia
ofiar... znaczy ,,ochotnika"

    Wkładamy szczury do wiadra którego otwór blokujemy brzuchem ochotnika. Biedne szczurki nie mając drogi ucieczki robią się coraz bardziej poirytowane. I własnie o to chodzi! By wzmocnić efekt, podgrzewamy wiadro. Gryzonie nie mając większego wyboru, szykują własną drogę ucieczki. Przez brzuch ofiary. Wgryzają się w niego bardzo boleśnie i głęboko, nadgryzając jelita i organy wewnętrzne, a w końcu przewiercając w ciele więźnia spory tunel.

Glasgow Smile

    Tortura ta została wymyślona w szkockim mieście Glasgow. Polega na nieznacznym nacięciu kącików ust ofiary. ,,Ah, to nie tak źle"? Następnie zadawane są ofierze jakiekolwiek inne ciosy, tortury, cokolwiek tak, by biedak jak najgłośniej krzyczał. Otwierając usta rozrywa on skórę na policzkach, tworząc coraz szerszy, jakże piękny uśmiech od jednego, do drugiego ucha. Dosłownie.



czwartek, 29 sierpnia 2013

Świętość to pojęcie względne – o dziwnym obrazie.

   Tajemniczy obraz przedstawiający Jezusa Chrystusa przyciąga ludzi z całych Czech. Obraz pokazuje twarz Syna Bożego z zamykającymi się i otwierającymi oczami. Wielu gości prowadzonej przez Oldricha Klimę ,,Galerii Handricat" w Pilsen pyta, czy jest to tylko świetlna sztuczka, czy może coś bardziej duchowego.




      Tak brzmi opis tegoż obrazu, praktycznie na każdej stronie, jaką przeszukałam o tym tajemniczym dziele. Informacji jest naprawdę mało, co również w pewien sposób zainspirowało mnie do napisania na ten temat. Myślę, że ten obraz ma służyć człowiekowi, jego własnym odczuciom, a nie historii, która pomimo, że jest poruszana w wielu kręgach, to wciąż nikt się w nią dokładnie nie zagłębił. Pomimo to odszukałam parę ciekawych informacji, które być może pomogą nie tylko mi zrozumieć ten obraz.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Wschód kontra Zachód, czyli opowieści zza drugiej strony płyty tektonicznej.

     Witam ponownie po długim okresie rozłąki. Długo zastanawiałam się jakim tematem uczcić mój pierwszy post od tak dawna. Jednak termin goni. Przeglądając YT, google, stronki poruszające tematy zjawisk paranormalnych, dział X na 4chanie... No więc? Jesteście ciekawi co dziś przygotowałam? Zaczynajmy!

     Niedawno przedstawiono tutaj spory, dobry kawał mitologii słowiańskiej. Mówiliśmy o Południcach, Utopcach i innych stworach. Ja jednak jako fascynatka kultury japońskiej przedstawię kilka (nowszych i starszych) opowieści i stworów z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Złość piękności szkodzi.

      Zapytanie typu ,,czy jestem piękna(y)" znamy na przykład z ,,Krawcowej z Enbizaki" czy może szerzej znanej creepypasty ,,Jeff the Killer". Cóż, jeśli usłyszycie te pytanie - czujcie się zagrożeni.
   
       Kuchisake-onna (co można przetłumaczyć jako ,,kobieta o rozciętych ustach") jest znanym z japońskich legend stworem. Biedaczka uważana jest za ducha kobiety okaleczonej przez zazdrosnego męża. Początek jej historii sięga okresu Edo, kiedy to po ulicach rzekomo spacerowała kobieta zasłaniająca twarz kimonem. Legenda się uwspółcześniła i teraz wesoło paradują sobie ulicami duchy w maseczkach przeciw roznoszeniu zarazków.

      Kuchisake-onna zazwyczaj zaczepia dzieci, nie jest to jednak reguła. Ofiara niczego nieświadoma nagle jest nagabywana przez obcą kobietę zapytaniem ,,Czy jestem piękna?". Udzielenie odpowiedzi negatywnej oznacza śmierć ofiary. Jeśli jednak na pytanie odpowiesz twierdząco, kobieta zdejmuje maseczkę i pyta ,,A teraz?" po czym okalecza okrutnie daną osobę prowadząc ją do bolesnej śmierci. Jest też wersja legendy mówiąca o autostopowiczce uprawiającej takie właśnie praktyki. Niegdyś w Japonii grasowała kobieta przebrana z Kuchisake-onna. Wybuchła ogólna panika a dzieci były prowadzone do szkoły i z powrotem
grupami.

     Podobno jednak zawsze jest nadzieja! I tu mamy szansę uciec przed straszliwą zjawą. Pierwszym sposobem jest odpowiedzenie twierdząco na jej drugie pytanie. Można też odwrócić uwagę ducha rzucając mu pod nogi cukierki lub owoce. Dodatkowo co ciekawe, uratujemy się też odpowiadając kobiecie, ze nie jest ona piękna, tylko przeciętna oraz zadając jej takie samo pytanie.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Ponura Niedziela – tak bardzo ponuro...?

Ludożerca wraca! Jestem taka szczęśliwa, że znów mam okazję pisać na tym blogu. W „zawieszeniu” niestety brałam udział ja, zniknęłam ze strefy blogowej, nikogo nie uprzedzając, co uważam za błąd, skoro nikt nie chciał mnie przekreślić. Jednakże cieszę się, że dostałam kolejną szansę, nie mogę jej zmarnować. Korzystając z okazji – bardzo serdecznie witamy Ronnir w naszej redakcji! Mam nadzieję, że będzie nam się wszystkim dobrze pracowało, a także, że czytelnicy będą zadowoleni. Shiarou/Raven



         Węgierski kompozytor Reszo Seress stworzył ją pewnej deszczowej niedzieli w grudniu 1932 r., w Paryżu. Jego narzeczona zerwała zaręczyny, przez co Seress popadł w głęboką depresje. Kiedy rozmyślał o tym, jak przygnębiająca okazała sie właśnie ta niedziela jego życia, do głowy przyszła mu smutna, nieznana melodia. Nieoczekiwany pomysł wyrwał go z apatii. Napisał więc piosenkę i nadal jej tytuł "Ponura niedziela." Jej słowa mówiły o tragicznych przeżyciach kochanka. Jego narzeczona umarła, a młodzieniec chce popełnić samobójstwo, aby znów sie z nią połączyć. 

sobota, 16 marca 2013

Bestią może być człowiek – dramatyczna historia Junko Furuty.


Junko Furuta – założę się, że czytaliście o niej nawet przez przypadek. Pewnie nie zagłębiliście się w tą historię, z resztą żaden kraj nie chciałby, aby taka sprawa była nagłaśniana przez media czy internautów, jednak jeśli się szuka, to się znajdzie kilka konkretów na jej temat.

Koszmar dziewczyny rozpoczął się 25 października 1988 roku. Wtedy została uprowadzona, przez czwórkę chłopców (nie, to nie błąd – najstarszy z nich miał wtedy zaledwie 18 lat). Dziewczyna po dotarciu do domu najstarszego z ich grupki została zmuszona do zatelefonowania do swoich rodziców tłumacząc, że uciekła z domu i jest bezpieczna u koleżanki. W domu, w którym rozgrywał się dramat byli obecni rodzice. Wiedzieli o całej sprawie, jednak nie zadzwonili na policję, ani nie wypuścili dziewczyny, ale nie brali udziału w sadystycznych zabawach grupki chłopców.

Dziewczyna była wielokrotnie bita przez nich (nawet metalowym prętem), gwałcona, zrzucano jej hantle na brzuch, odpalano petardy z odbytu, wsadzano jej różne przedmioty do pochwy (w tym żarówki), przypalano ją papierosami, przycinali jej sutki za pomocą obcęgów, była zmuszana do jedzenia karaluchów, picia własnego moczu, czy masturbowania się przed nimi.

W takich męczarniach dziewczyna spędziła aż 44 dni. Sprawcy wielokrotnie podkreślali, że nie chcieli jej zamordować i próbowali tłumaczyć, że myśleli, że symulowała.

Pomimo jej błagań i histerycznych krzyków zabójcy nie pozwalali jej uciec, także rodzice najstarszego byli na to obojętni. Zmęczona ciągłymi prośbami zaczęła błagać o chociażby zabicie jej, aby skrócić te katusze. Na to również nie doczekała się odzewu, gdyż śmierć przyszła dość niespodziewanie.

4 stycznia 1989 roku chłopcy oblali poszczególne części ciała dziewczyny benzyną, a następnie ją podpalili. Leżała w szoku przez kilka godzin, aż wreszcie przyszło upragnione ukojenie – zmarła. Sprawcy na początku myśleli, że znów symuluje, jednak po sprawdzeniu pulsu stało się jasne, że Junko nie żyje. Później wsadzili jej zwłoki do beczki i wlano tam cement.

Rodzina zabójców zmieniła nazwiska i wyjechała z kraju, po tym jak tygodnik Shukan Bushun ujawnił dane chłopców z dopiskiem ,,prawa człowieka nie obejmują bestii".

Sprawcami okazali się:

- Hiroshi Miyano (zmienił dane na Hiroshi Yokoyama)
- Jo Ogura (zmienił dane na Jo Kamisaku)
- Shinji Minato
- Yasushi Watanabe
- Koichi Ihara

Po złapaniu ich zostali skazani na 17 lat więzienia.

Zespół The GazettE napisał na jej cześć piosenkę Taion. Na koncertach członkowie zespołu płaczą, a wokaliście łamie się głos, zwija się na scenie próbując śpiewać dalej. W większości przypadków również krzyczy, aby uwolnić wszystkie emocje.

Tutaj akurat nie mam nic do dodania. Sama historia wydaje się być zbyt straszna, aby być prawdziwa, ale koszmar Furuty był jak najbardziej rzeczywisty. To smutne wiedzieć jakimi bestiami mogą być ludzie. Tutaj chyba nie muszę niczego tłumaczyć.

środa, 6 marca 2013

Strzeż się czarnego psa!

Najpierw z właściwym sobie błyskawicznym zapłonem chciałabym poinformować, że do ludożerczej załogi wywrotowców dołączyła Shiarou - bardzo się z tego powodu cieszymy i witamy ją w oddziale defetystów! :D Mam też nadzieję, że uda nam się jakoś odbić od dna, jeden post w lutym - to naprawdę mówi wszystko.



               Moja ciocia miała wiele ciekawych i nietypowych książek, jako mała dziewczynka bez przerwy je jej podbierałam. W jednej z nich przeczytałam o legendzie wielkiego, czarnego psa, który przez wiele wieków pojawiał się w pobliżu wody, czasem niosąc grozę, czasem pomoc. Bardzo się go bałam, i muszę to przyznać szczerze i bez wykrętów - boję się go do dziś, i pisząc tę notkę, ciągle odwracam się za siebie... Jestem w końcu tylko małą i strachliwą myszką.
       

              Czarny Pies najczęściej bywał widywany w Anglii, ma tam nawet spore znaczenie w popkulturze. Opowieści głoszą, że taki pies zawsze jest zwiastunem jakiegoś nieszczęścia, omenem, bywało, że osoby, który spotkały na swojej drodze to przerażające stworzenie niedługo potem umarły. Kiedyś podobno pies ten zjawił się w kościele i zaatakował wierzących, zostawiając ślady na drzwiach. Czarny Pies był ponoć niezwykłe duży, jego sierść była smoliście czarna i gęsta, a oczy błyszczały. Stworzenie to pojawia się też rzekomo w Polsce i nawiedza ruiny zamku w Ogrodzieńcu, pozdrowienia dla Zitrael, bywa też widywane w innych miejscach Polski, oto jedna z historii:



Chcę opowiedzieć historię, którą opowiadał mi mój ojciec. W czasie swojej służby wojskowej razem z trzema innymi żołnierzami ze swojej jednostki poszli na dyskotekę do pobliskiej wioski. Była już noc i – co najważniejsze – nie mieli alkoholu, co oznacza, że nie byli pijani. Nagle obok nich pojawił się ogromny czarny pies, dosłownie wielkości cielaka, któremu świeciły się na czerwono oczy. Żołnierze po prostu znieruchomieli, a pies nagle pobiegł na jakąś małą górkę, stanął i zaczął wykrzykiwać imię jednego z nich. Ojciec twierdził, że mówił to imię ochrypłym, męskim głosem. Po czym dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Żołnierze bali się komukolwiek opowiadać tę historię, aby nie narazić się na śmieszność.

Tragiczny finał tej historii miał miejsce dwa dni później, kiedy chłopak którego imię wykrzykiwała ta dziwaczna zjawa został przypadkiem śmiertelnie uderzony przez dźwig do rozładunku amunicji. Gwarantuję, że powyższa historia jest prawdziwa. Miała ona miejsce w roku 1963.”

źródło: http://zdaniem-psa.blogspot.com/2012/05/zy-omen-czarny-pies.html


       Jednak nie zawsze Czarny Pies jest posłańcem złego i wyrządza krzywdę, znane są także przypadki, gdy stwór ten pomógł zagubionym ludziom odnaleźć właściwą drogę, bronił młodej dziewczyny przed  zaczepiającymi ją mężczyznami, pilnował wędrujących nocą ludzi. Niemniej, i tak sama myśl o nim napawa mnie strachem. A Wy co o nim sądzicie?




źródła:
,,Zagubione i Odnalezione"
http://zdaniem-psa.blogspot.com/2012/05/zy-omen-czarny-pies.html

czwartek, 31 stycznia 2013

Aury widziane oczami sceptyka wyglądają inaczej.

     Pani, pani, widzę w pani aurze złe barwy, za jedyne 9,99 mogę zdradzić, czego powinna się pani wystrzegać, by osiągnąć większą satysfakcję z życia!

     A teraz oddychamy powoli, stapiamy się ze światem i pozwalamy, by powietrze nasycało nasze aury...

     Któż nie kojarzy podobnych haseł wygłaszanych przez mniej lub bardziej natchnionych ludzi? Ja słyszałam ich całkiem sporo i postanowiłam dowiedzieć się nieco więcej o tych całych aurach, oczywiście, informacji szukałam w Internecie, no bo gdzie. I co ciekawego znalazłam? Czytajcie notkę i rozkoszujcie się srebrzystymi mordkami Helołkiti przenikającymi przez powłoki astralne!

,,Kolor podstawowy aury

Najbardziej widoczny w naszej aurze jest kolor podstawowy, ponieważ on dominuje.

Związany jest z naszymi utrwalonymi cechami charakteru i ogólną postawą życiową.

Ludzie często mi się zwierzają, że nie są z niego zadowoleni. Być może wyobrażają sobie, że mają piękną, uduchowioną, fioletową aurę, i są rozczarowani, gdy się okazuje, że jest to pospolita czerwień. Martwią się tym zupełnie niepotrzebnie.
Myślą o tradycyjnym znaczeniu barw, zapominając o innych, uzupełniających aspektach."

     Kolor podstawowy, czyli czerwony, niebieski i tak dalej? To dlaczego jest tu mowa o fiolecie? Zagubiona mysza... Ludzie zwykle nie są z siebie zadowoleni, ale to się nazywa brak poczucia własnej wartości, pewnie takim skrajnie zakompleksionym osobom aura też wydaje się nie taka i gorsza. Wiadomo, aura zawsze bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma. Hm, to kluczowe znaczenia ma ten kolor dominujący, czy jednak dodatki? Na razie jestem dość zbita z tropu, ale może dalej się rozjaśni?
Teraz zobaczmy, co znaczą te kolory. 

CZERWONY: siły żywotne, zdrowie, agresja, zmysłowość.
POMARAŃCZOWY: emocje, przyjemności, energia, współdziałanie.
ŻÓŁTY: optymizm, zadowolenie, zdolności, kreatywność.
ZIELONY: uzdrawianie, serdeczność, współczucie, umiłowanie przyrody.
NIEBIESKI: nauczanie, kreatywność, komunikacja, rozwój, talenty.
INDYGO: mądrość, charyzma, dojrzałość, jasnowidztwo.
FIOLET: duchowość, inspiracja, świadomość, humanitaryzm.
RÓŻOWY: młodość, delikatność, wrażliwość, naiwność.
BRĄZOWY: pokora, poświęcenie, ostrożność.
BIAŁY: duchowość, czystość, bezinteresowność.
SREBRNY: intuicja, idealizm, marzycielstwo, wizjonerstwo.
ZŁOTY: nieograniczony potencjał.
     Hmm, na większości stron wygląda to właściwie podobnie. Chociaż to na plus, nie muszę się zastanawiać, która wersja się mi najbardziej podoba, i którą postanawiam wyznawać :) Ale dlaczego to wszystko jest takie oczywiste? Czemu brązowy nie może oznaczać umiłowania przyrody? A jeśli chodzi o aurę Inuity, który naturę kojarzy głównie z bielą śniegu, albo Aborygenów, którzy żyli wśród pomarańczowych skał? No dobrze, nie kłócimy się, oczywiście, że TAK MUSI BYĆ. Nasunęła mi się analogia do Belli z (nie)sławnego ,,Zmierzchu", której ulubionym kolorem był brązowy. Coś w tym jest, przynajmniej jeśli chodzi o postacie książkowe, ciekawe, co z Edziem (niestety, wampirem, a nie alchemikiem). 
,,Spotkałem osoby obdarzone każdym z wymienionych kolorów podstawowych. Często żyją one zgodnie z uznanym wzorcem danej barwy. Mogą jednak równie dobrze postępować niemal całkiem odwrotnie. Bywają na przykład ludzie biznesu z każdym z podstawowych kolorów. To samo dotyczy nauczycieli, lekarzy, prawników, hydraulików, urzędników i przedstawicieli każdego innego zawodu. Również wśród bezrobotnych, czy nawet w więzieniu, pojawią się wszystkie kolory."
,,pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły odeprzeć tłumnie armie reguły" 

,,Dlaczego? Można by się spodziewać, że każdy człowiek obdarzony złotym kolorem podstawowym będzie robił coś naprawdę wartościowego w życiu, a każdy, kto ma fiolet lub biel jako barwę podstawową, będzie duchowo wyemancypowany."
Tak, też się tego spodziewałam, a teraz znowu nic nie rozumiem. 
,,W rzeczywistości ludzie są istotami złożonymi i nie można ich klasyfikować w tak prosty sposób. Jeśli spytasz osoby o pomarańczowym kolorze podstawowym, czy miewają silne emocje, ich odpowiedź będzie niejednoznaczna. Niektórzy zdecydowanie przytakną, inni zaprzeczą, jakoby odgrywały one jakąkolwiek rolę w ich życiu. Bez względu na odpowiedź, ty będziesz wiedział, że na pewnym etapie życia dana osoba będzie mieć w sobie potencjał, który pozwoli jej dobrze wykorzystać drzemiące w niej emocje."
     Hmmm, mnie się trochę wydaje, że to takie szukanie awaryjnej drogi ucieczki, na wypadek sytuacji w stylu:
  - Proszę pani, ale ja wcale nie jestem zdrowy, mimo, że mam pomarańczową aurę, reumatyzm mam taki, że ho, ho!
  = - Ee, no wie pan, ludzie są istotami złożonymi...
     Ale oczywiście, to tylko domysły, przepraszam, nie mogłam się powstrzymać*.
,,Niektórzy ludzie spędzają całe życie, wykonując nieodpowiednie dla siebie prace, których bardzo nie lubią. Nie muszę mówić, że odzwierciedla się to w ich niewielkiej aurze, o przygaszonych kolorach. Ludzie ci żyją tylko połowicznie. Porównaj to z człowiekiem kochającym swój zawód. Co rano zaczyna dzień podekscytowany i pełen radości. Załóżmy, że ma szczęśliwe życie rodzinne, dające poczucie spełnienia, że kocha i jest kochany. Jego aura będzie duża, kolory jasne, pełne energii i życia. Możesz znać dwie osoby o tej samej barwie podstawowej, ale tylko jedna z nich żyje pełnią życia, podczas gdy druga wegetuje. Ktoś obcy, patrząc na ich aurę, od razu zgadnie, kto jest człowiekiem spełnionym, a kto nie."
     A to ma sens. Poważnie. Nie można lekceważyć mocy powołania.
     Oczywiście, to nie wszystko, są jeszcze kolory nastrojów. Ale jak je odróżnić od tych podstawowych? Zaraz się dowiem. Hm, szukam, szukam i raczej nie mogę znaleźć, może zwyczajnie źle szukam, albo gdy jest się doświadczonym w takich sprawach, po pewnym czasem zaczyna się to jakoś odróżniać, znowu mam ochotę powiedzieć ,,wiem, że nic nie wiem"... Znalazłam coś, co nazywa się
,,Okreslenie pierwotnych kolorow aury za pomoca technik radiestezyjnych, wykorzystujac rozdzke lub wahadelko."
ale po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że to zbyt skomplikowane dla takich laików jak ja. Będę wdzięczna za pomoc! Dobrze, mniej więcej wiem, co oznaczają kolory, zresztą zawsze można sprawdzić, teraz trzeba popracować nad zobaczeniem tej całej aury. Moja koleżanka uważa, że widzi aury, często wtedy, gdy się nudzi, zwłaszcza w kościele. Niestety, mnie nie udało się jeszcze dostrzec niczego w tym stylu, nawet w kościele, a bardzo się starałam. Może to wina mojej wady wzroku? Ale przecież koleżanka też jest krótkowidzem, czyli problem musi leżeć gdzie indziej. Co to oznacza? Pora na trening!
,,Odświerzyłem więc co nie co swoją pamięć i przypomniałem sobie, iż czasami w kościele zamiast wodzić bezwładnie oczami po ołtarzu lub wiernych wpatrywałem się nieprzerwanie w kapłana odprawiającego mszę. Po kilku chwilach udawało mi się zwykle zobaczyć białe halo otaczające kapłana. Nieomylny znak, iż mam predyspozycje do widzenia aur. Poza tym, z tego co wiem, wyjątkowo szybko się uczę."
     Aaaaaaaaaaaaaaaa! Koleżanka miała rację, coś musi być z tym kościołem na rzeczy. Hmm, czy to, że nic nie widzę w kościele, oznacza, że nie mam predyspozycji? :c
,,Usiądź wygodnie i odpręż się.
Światło w pokoju powinno być łagodne, ale nie przyćmione. Usiądź tak, by wszelkie źródła ostrego światła znajdowały się za twoimi plecami. Niepotrzebne ci są promienie świecące prosto w oczy.Ustaw swoje ręce tak by były widoczne na tle jasnej ściany.
Złącz palce wskazujące i przyglądaj się im przez około 10 sekund, a następnie powoli odsuń je. Powinieneś zauważyć cienką, niemal niewidoczną nić energii, która się rozciąga i łączy palce, chociaż powoli się od siebie oddalają.
Gdy będziesz wykonywać to ćwiczenie po raz pierwszy, wyda ci się, że nić łącząca oba palce znika po osiągnięciu zaledwie centymetra długości. W miarę nabywania wprawy zobaczysz, że się nie zmienia, choćby przestrzeń między palcami wynosiła 10, a nawet 12 centymetrów."
     To ciekawe, bo znalazłam w Internecie tekst, którego autor uważał, że nie należy uczyć się widzieć aury, obserwując ludzi na białym tle, bo gdy wykonamy wtedy jakiś ruch (odsuwanie palców) ulegniemy zwyczajnemu złudzeniu optycznemu. Przepraszam, ale nie pamiętam, gdzie to było dokładnie. Trzeba próbować wszystkiego, więc zastosowałam się do tych zaleceń, tyle tylko, że ręce trzymałam w powietrzu, nie na tle ściany. Przyznam, że nie było to przyjemne doświadczenie, bo po pewnym czasie, gdy palce były jeszcze złączone, zauważyłam ciemne obwódki wokół nich. Albo mam biedną aurę, albo to bardzo wyraźny powidok był, co w przypadku moich oczu jest więcej niż prawdopodobne. Próbowałam i próbowałam, niestety, z miernymi efektami. Wydaje mi się, że albo te aury są jednak nieprawdziwe, albo nie mam predyspozycji, albo za mało ćwiczyłam. Albo aura nie ukazuje się na potrzeby bloga i ma na mnie focha, podobnie jak nasz stara znajoma, Krwawa Mary. 
A może Wy spróbujecie? Może dojdziecie do takiego master levela, że Wasza szczoteczka do zębów pomaluje Wam świat na żółto i na niebiesko...
,,W czasie tego samego badania udało mi się również zaobserwować, iż moja i żonyszczoteczki do zębów charakteryzują się podobnym poziomem emocjonalnym co ja. Ich intensywna obserwacja ujawniła wyraźne połączenie bladożółtymi nitkami energii."
Pozdrowienia od myszy i wszystkich moich myszoskoczków (krab jest obrażony)! 

*Dobra, ja po prostu zazdroszczę wszystkim oświeconym, którzy mogą sobie pooglądać aury.

http://zenforest.wordpress.com/2008/05/07/kolory-twojej-aury-jak-sie-zmieniaja-i-co-oznaczaja/ Tekst w tym kolorze pochodzi z powyższej strony. Opis znaczeń poszczególnych kolorów aury także pochodzi z wyżej wymienionej strony.
http://druidh.wordpress.com/2008/05/10/jak-nauczylem-sie-widziec-aure/
Tekst w tym kolorze pochodzi z powyższej strony.

http://www.witchcraft.pun.pl/viewtopic.php?pid=7932
Tekst w tym kolorze pochodzi z powyższej strony.

piątek, 18 stycznia 2013

Wielki głód na Ukrainie – historia Kseni Bołotnikowej

Nie polecam czytania tego osobom bardzo wrażliwym.



    Po pierwsze, przydałoby się przybliżyć czytelnikom pojęcie Wielkiego Głodu na Ukrainie. Jest to klęska głodu w latach 1932-1933 na terytorium ówczesnej Ukrainy. Jest on  konsekwencją wprowadzonej przez kierownictwo WKP(b) i władze państwowe Związku Radzieckiego polityki przymusowej kolektywizacji rolnictwa. Ofiary były oczywiście ogromne. Klęska pochłonęła około 3,5 milionów ludzi.


Ludzie umierający na ulicach z powodu głodu.
    Skutki tego wydarzenia są oczywiście przerażające, jednak mnie zainteresowała historia pewnej kobiety. Nasza dzisiejsza bohaterką będzie Ksenia Bołotnikowa. 
    
Ludzie, będąc niesamowicie zdesperowani, dopuszczali się różnych czynów. Nie można było liczyć na pomoc od władz. Głód bardzo męczył ludzi. Na początku ciało zaczyna "puchnąć". Pojawiają się bardzo ostre, przewlekłe bóle brzucha, z czasem zanikają one jednak. Człowiek jest otępiały. Właściwie zachowuje się jak półprzytomny. Takie osoby, z oczywistych racji, nie były do końca poczytalne.



    Tutaj własnie zaczyna się historia Kseni. Kobieta, bez nadziei na jakąkolwiek pomoc, zaczęła puchnąć. Ukrainka miała na utrzymaniu dwójkę dzieci. Dziewczynkę oraz chłopczyka. Nie mogąc już wytrzymać, poderżnęła gardło córce. Położyła ją na ławie, po czym przykryła. Następnego dnia odcięła dziewczynce głowę, a następnie wrzuciła ją do kotła by się pożywić. Ciało natomiast Ksenia pokroiła na kawałki oraz zakopała w gnoju. Tak oto kobieta zabiła oraz pożarła swoje własne dziecko.



    Chyba nie muszę dodawać, że takich przypadków było znacznie więcej. Podobno też w tym czasie można było (oczywiście nielegalnie) kupić ludzkie mięso.