Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 sierpnia 2014

Odnaleźć ciszę – Miasto Ordos-Kangbashi

     Czy zdarzyło Wam się kiedyś, że chcieliście uciec? Być samemu, porzucić doczesny świat lub całą miejską manufakturę? Chcieliście uciec gdzieś na wieś, gdzieś, gdzie jest cisza, gdzie nie ma natrętnych sąsiadów ani niechcianych znajomych? Nie chcieliście jednak porzucać miejskiej wygody. Marzyliście kiedyś, aby przejść się ze swoją drugą połówką po mieście, gdy nigdzie dookoła nie ma ludzi? Wasze marzenie może się spełnić!

http://cdn.c.photoshelter.com/img-get/I0000hdPdskK0XBE/s/900/900/china-new-city125.jpg
     Miasto Ordos-Kangbashi ma powierzchnię 355 km2 i leży w Mongolii Wewnętrznej. Zaprojektowano je z myślą o milionie, a nawet o półtorej milionowej populacji miasta. Miasto ma piękne osiedla mieszkaniowe, wielkie, zadbane i malownicze parki, aleje i skwery, a także bogate centra handlowe. Nie zabrakło tutaj rozrywki kulturalnej: powstały teatry, opery i wspaniałe kina. Wielkie możliwości mieli też obywatele, którzy chcieli się kształcić, bo mieli możliwość uczęszczania na wyższe uczelnie, bez potrzeby wyjeżdżania za miasto. Wykwalifikowana kadra mogła pracować w miejscowych zakładach aut i wielu spółkach. Można by powiedzieć, że to miasto jest idealnym miejscem na ziemi.

http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2012/07/24/article-0-1430A826000005DC-76_964x642.jpg
http://www.philipgostelow.com/gallery/large/China_Ordos_Kangbashi-29.jpg
http://i5.asn.im/ordos-kangbashi-real-estate-bubble-urban-empty-china-_td9j.jpg
     Po odkryciu ogromnych złóż węgla, władze Chin postanowiły w 2004r. wybudować wielką metropolię na odludnym terytorium. Co dziwnego jest jednak na zdjęciach powyżej? Przyjrzyjcie się uważnie! Tak, prawie wcale nie ma na nich ludzi. Miasto stworzone z myślą o milionie mieszkańców, zamieszkiwane jest tylko przez około 30 tysięcy ludzi. Dlaczego?

http://ocdn.eu/images/pulscms/NGE7MDMsMmU0LDAsMSwx/723d14e030c93f7f99504bc390554def.jpg
http://ocdn.eu/images/pulscms/MzI7MDMsMmU0LDAsMSwx/ecaefe3a0609d12f69ee0bfcaa0180ea.jpg
     Budowę miasta spowodowało wydobycie węgla i nadwyżka cen mieszkań w państwie środka. Zbudowano wiele metropolii, wydano spore sumy, jednak brakuje chętnych, którzy przenieśliby się z małych wiosek, do wielkich miast. Szacuje się, że około 350mln ludzi musiałoby przenieść ze swoich włości na blokowiska i domki we wszystkich chińskich miastach widmach.

     Chcielibyście zamieszkać w takim mieście? Może chociaż przejść się po takim? Lubicie mieszkać w mieście, czy wolicie spokojną chatkę na wsi u babci? Cenicie sobie ciszę, czy wolicie jak coś się wokół was dzieje? Piszcie!

Niedługo polskie miasto widmo :)

Źródła:

piątek, 8 sierpnia 2014

Why so Syriusz? Legenda plemienia Dropa.

     Witam ludożerców, zdaję sobie sprawę, że notki trochę naukowe i te o kosmitach cieszą się mniejszą popularnością od innych. Być może to nie notki, a tematy jakie wybieram (albo to moja wina)? Łatwo mi jest znaleźć tematy o duchach i nawiedzeniach, o spotkaniach z UFO i tym podobnych, ale ciężko wyszukać jakąś żyłę złota, czyli ciekawy temat, łączący kilka zagadnień, temat niewyjaśniony po dziś dzień. Ta notka jest połączeniem tajemnicy, kosmitów, archeologii i niewyjaśnionych wydarzeń, propagandy i domysłów. W tej notce przedstawię wam legendę dziwnego plemienia z Bajan-Kara-Uła. Zapraszam do czytania!

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiz0_8u2fzx97VKgKdkMtQnUSgRwvIGEfzVXX593typS5bZraU3P2ee9kadt2Pyp60FTqosP6V38tzu0dWhV_N611-dla9fT4sTsLq7qsJ9B72bSsue9iKhM7-osdWEsP9GfD5kuC4yShU0/s1600/22-1.jpg
   Pewnego zaskakującego odkrycia dokonał profesor Chi Pu Tei, wraz z zespołem naukowców z Chińskiej Akademii Nauk, w 1938 r. Badając jaskinie w górach Bajan-Kara-Uła, badacze natrafili na dziwne malowidła na ścianach. Po głębszej analizie okazało się, że to nie jedna jaskinia, tylko cała sieć jaskiń. Znaleziono w niej szeregi dziwnych grobów, a wraz z nimi pochowanych aż 716 kamiennych dysków, przypominających płyty winylowe, o ok. 30cm średnicy każdy. Znaleziska posiadały w środku otwory oraz rowki na całej powierzchni. Szkielety w grobach nie przypominały jednak jakiegokolwiek szkieletu człowieka.

http://oi53.tinypic.com/1494489.jpg
      Szkielety miały nieproporcjonalnie duże głowy, a maksymalny wzrost właścicieli tych kości wynosił jedynie 1,2m. Szczątki należały do tz. ,,plemienia Dropa", ludu, który według legendy przybył na naszą planetę z gwiazdozbioru Syriusza.

     Po dokładniejszym przebadaniu dysków ustalono, że rowki na ich powierzchni to żłobienia lub znaki. Każdy z dysków był czymś w rodzaju książki, lecz w obecnych czasach nikt nie był w stanie tego odczytać. Artefaktów nie uznano za coś niezwykłego, więc złożono je z resztą znalezisk z tamtej okolicy, na około dwadzieścia lat. Dopiero w 1962 roku kod prawdopodobnie złamał doktor Tsum Um Nui i odczytał historię zapisaną na nośnikach. Faktem tym podzielił się tylko z najbliższymi przyjaciółmi. Nie wszyscy byli jednak zachwyceni odkryciem, Pekińska Akademia Nauk zakazała doktorowi publikowania jakichkolwiek prac związanych z dyskami.

     Po czterech latach zmagań prawniczych, pozwolono jednak doktorowi Tsun Um Nui'emu opublikować jego wyniki badań. Historia zapisana na dyskach miała opisywać dzieje przybyszyów z gwiazdozbioru Syriusza, którzy przybyli na Ziemię około 12 tysięcy lat temu i utknęli tu, ponieważ ich statki uległy uszkodzeniu. Wielu z nich zostało zabitych przez tubylcze plemię Han, które prawdopodobnie nie zrozumiało, że obcy mielo pokojowe zamiary.
Dropa przybyli z chmur w swych powietrznych statkach. Przed zachodem słońca nasi mężczyźni, kobiety i dzieci skryli się w jaskiniach dziesięciokrotnie. Kiedy poznali język znaków Dropa, uświadomili sobie, że nowoprzybyli mają pokojowe zamiary.
     Grono naukowe jednak nie przyjęło opublikowanych informacji zbyt entuzjastycznie, doktor Tsun Um Nui został wyśmiany i przylepiono mu etykietkę naukowca, który postradał zmysły. Oburzony wyjechał do swojej rodzimej Japonii i żył tam aż po kres swych dni.

     W odludnym miejscu, jakim są góry Bajan-Kara-Uła, ponoć nadal mieszkały plemienia Han i Drop. Ci drudzy mieli maksymalnie 120cm wysokości i według ekspertów, nie byli ani ludem chińskim, ani tybetańskim, ani indyjskim.

     Tak głosi legenda.

     To jest tylko legenda, dzisiaj niewiadomo, czy owe dyski istniały naprawdę, w każdym razie zaginęły. Oficjalnie nikomu poza doktorem Tsum Um Nui nie udało się rozszyfrować zawartych na nich wiadomości, o ile takowe wiadomości istniały. Nikt nie znał przeznaczenia kamiennych dysków. W Chinach archeologowie często znajdują kamienne dyski (dyski Bi) wraz z ciałami w sarkofagach, nie wiadomo jednak, jakie przeznaczenie miały owe znaleziska.

     A co Wy o tym sądzicie? Wierzycie, że w starożytności odwiedziła nas jakaś obca cywilizacja? Znacie jakieś ciekawe legendy z UFO? Jakieś ciekawe legendy tak w ogóle znacie? Piszcie!

Źródła:

piątek, 6 czerwca 2014

Pływanie z gwiazdami – poznajcie Ningena

     Witajcie ludożercy! Dziś na naszym wspaniałym blogu będziecie mogli sobie poczytać o wybryku natury, legendzie, wielkim krewniaku – Ningenie. Co to takiego?

     W wodach Oceanu Spokojnego pływa sobie niezwykłe stworzenie. Ningen (słowo to w języku japońskim znaczy „człowiek”), humanoidalna istota spotykana przez japońskich rybaków w okolicach Antarktydy, wygląda jak skrzyżowanie człowieka z wielorybem. Według opisów ma od dwudziestu do trzydziestu metrów długości, jest cały biały, posiada ręce oraz ludzko-podobną głowę. Ningen jest jak wielka syrenka, kawaii.

Rekonstrukcja wyglądu Ningena
http://pinktentacle.com/images/10/xantarctic_humanoid_4.jpg.pagespeed.ic.OW9UAAQmHN.jpg

     Jak pewnie zauważyliście, Ningen nie jest zwykłym organizmem żyjącym w wodzie. Niektórzy sądzą, że przeniósł się z lądu do wody (jak walenie) i tam wyewoluował, dając początek opowieściom o syrenach. Inni zaś twierdzą, że jest legendą stworzoną w Internecie. Istnieje też wersja, że Ningen to tak naprawdę tylko ogromna płaszczka, jednak historie o nim są traktowane bardzo poważnie i w związku z tym wszystkim japoński rząd wysłał w rejon Antarktydy ekipę, która ma zbadać i ewentualnie złapać żywy okaz. Czekamy na wyniki! (i tak nic nam nie powiedzą chamlety)

     Na zakończenie mojej krótkiej, acz treściwej notki, linkuję wam jeden z trzech filmów, na których uchwycono Ningena. Niech namiesza Wam pod czerepami i skłoni do przemyśleń!


Źródła:

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Kusouzu i kusokanshi, czyli rozkład krok po kroku.

     Sztuka Japonii posiada naprawdę wiele twarzy. Jej mroczne oblicze pięknie pokazuje choćby cykl drzeworytów Sto opowieści o duchach (inna nazwa to Sto opowieści przy knotkach), których autorem jest mistrz Hokusai Katsushika. Myślicie, że drzeworyt przedstawiający wiedźmę pożerającą dziecko to już szczyt? Okazuje się, że to dopiero początek...

http://sakuratokinonagare.blog.fc2.com/blog-date-201201.html
To dzieło Fuyuko Matsui, współczesnej artystki, inspirującej się kusouzu.
     Kusouzu to grafiki przedstawiające kolejne etapy rozkładu ludzkiego ciała. Najintensywniej tworzone były w Japonii w przedziale czasu mniej więcej od XIII wieku do XIX. Miewały różne formy, czasem były to zwoje wiszące, czasem drukowane książki. Zastanawiacie się pewnie, skąd wziął się pomysł na robienie takich ekscentrycznych dzieł? Wywodzi się z doktryny buddyjskiej – kusouzu mają pełnić funkcję dydaktyczną, ukazując marność ludzkiego ciała i promować wyzwolenie się od pokus fizycznych. Fascynację rozkładem widać w wielu elementach dawnej kultury japońskiej. 

W skład cyklu wchodziło dziewięć części:

pierwsza – wzdęcie, czyli choso
druga – pęknięcie, czyli kaiso
trzecia – wysięk krwi, czyli ketsuzuso
czwarta – rozkład, czyli noranso
piąta – odbarwienie i osuszanie, czyli seioso 
szósta – pożarcie przez zwierzęta i ptaki, czyli lanso
siódma – rozczłonkowanie, czyli sanso
ósma – kości, czyli kosso
dziewiąta – zmienianie się w pył, czyli shoso

http://hiratomi.exblog.jp/4036054/
Etap szósty – pożarcie przez zwierzęta i ptaki.
     Temat przedstawienia rozkładu ciała w dziewięciu etapach pojawiał się także w średniowiecznej literaturze, powstawały wtedy wiersze określane poematami o rozważaniach na temat dziewięciu etapów rozkładania się zwłok, czyli kusokanshi. Pisano je rzecz jasna w Japonii, ale także w Chinach. Jednym z najbardziej znanych autorów takich makabrycznych utworów jest słynny japoński mnich Kukai. Co ciekawe, kusokanshi składały się też czasem z waka, taką formę wykorzystywał na przykład Su Tongpo. 


Jak podoba Wam się ta sztuka? Czujecie, że zniechęca Was do ulegania pokusom fizycznym? Przeczytalibyście kusokanshi, by snuć refleksje nad marnością rzeczy materialnych i podleganiu prawom natury? ;) 


źródła:

sobota, 10 maja 2014

Rok Ognistego Konia i Dzieciobójstwo

     Jak pewnie wiecie, zgodnie z almanachem chińsko-japońskim, każdy rok otrzymuje swoich patronów, jedno z dwunastu zwierząt oraz jeden z dziesięciu niebiańskich symboli. Obecnie mamy rok Drewnianego Konia. I całe szczęście, że drewnianego, a nie ognistego...

http://foch.pl/foch/1,132041,15417106,Sfochowany_horoskop_na_Rok_Drewnianego_Konia.html
     Według wierzeń ludowych, dziewczęta, które urodziły się w roku Ognistego Konia, będą obdarzone ognistym temperamentem i będą miały naprawdę wyjątkowo nieszczęśliwe życie. Ostatnim rokiem ognistego konia był rok 1966. Wiecie, co jest w tym interesujące? W tym roku W Japonii nastąpił spadek liczby urodzin aż o jedną czwartą, w dodatku liczba aborcji wzrosła o ponad dwadzieścia tysięcy. Najciekawsze jest to, że podobny spadek urodzin odnotowano wśród Japończyków mieszkających poza granicami swojego kraju – na hawajach i w Kalifornii. 

     W 1966 roku nie istniała metoda precyzyjnego określenia płci płodu przed jego przyjściem na świat, dlatego jedynym sposobem na ,,pozbycie się" dziecka płci żeńskiej, które miało mieć pechowe życie, było uśmiercenie go po jego narodzinach, czyli krótko mówiąc, dzieciobójstwo. Brzmi to strasznie, prawda? Czy naprawdę rodzice mogli posunąć się do zabicia świeżo urodzonej dziewczynki tylko dlatego, że stary przesąd mówił, że będzie obciążona czymś na kształt klątwy? 

     Badaczka Kanae Kaku przebadała wskaźnik zgonów spowodowanych różnymi wypadkami, zatruciami i przemocą między 1961 i 1967 rokiem i dokonała przerażającego odkrycia! W roku Ognistego Konia wskaźnik zgonów noworodków – dziewczynek, był znacznie wyższy, ale wskaźnik zgonów nowo narodzonych chłopców nie zmienił się. Na tej podstawie japońska badaczka wyciągnęła wniosek, że Rok Ognistego konia faktycznie był pechowy – tysiące małych dziewczynek poświęcano w imię zabobonu!

Całe szczęście, że rok Ognistego Konia wypada raz na sześćdziesiąt lat... 


sobota, 5 kwietnia 2014

Kikumana – podaruj mi sześć minut...

Czy masz sześć minut? 

Podaruj mi je.



     Czasem, by przyprawić o gęsią skórkę wystarczy tylko chwila... Kikumana to pierwsze anime Yasuhiro Yoshiury, znanego z tworzenia krótkich form, jego najbardziej znanym i najdłuższym dziełem jest Eve no Jikan (seria ONA i film). W jego twórczości stale przewija się temat robotyki i przyszłości, Kikumana jest jednak nieco inna, choć widać w niej rękę autora.


niedziela, 20 października 2013

Piosenki jeszcze mhhhroczniejsze... Część 2

Uno!
Chciałam przeprosić szybko za spowodowanie tej przerwy na Ludożercy... Moja wina, bardzo wielka, bla bla... Skrucha moja ogromna lecz czas mnie goni więc na tym zakończę przeprosiny.

Sekundo!
Przepraszam, ze tak ukradłam temat Myszy ale naprawdę nie mogłam wymyślić nic oryginalnego. Na dodatek piosenki takie znane, WOW. Miejmy nadzieje, ze za 4 dni dostaniecie coś bardziej różnorodnego tematycznie ^^"
 Nie sprawdzam się, smutek wielki ;-;

San!
Przechodzimy do dzisiejszego posta dotyczącego Vocaloidów. Nie, redaktorom się to nigdy nie znudzi!

                                 

1. In a Rainy Town Baloons Dance with Demons

      Wydawać się może, że tekst nie ma większego sensu jednak wszystko staje się jasne po zapoznaniu z treścią piosenki jakby ,,uzupełniającej" - ,,Ward Room 305". Okazuje się, że mamy do czynienia z pewną historią.

       Otóż Miku pełni w tej opowieści rolę żony właściciela kwiaciarni. Małżeństwo się kłóci, prawdopodobnie z powodu swoich problemów finansowych. Zdesperowany mąż postanawia "pohandlować" ciałem żony i przyjmuje od jakichś mężczyzn pieniądze za jednorazowy gwałt. Właściciel kwiaciarni nie wytrzymuję pod presją złego uczynku i postanawia się powiesić. ,,Właściciel odszedł (The owner goes)". Miku mówiąc o balonie, w ,,Ward Room 305" wskazuje właśnie na wiszące ciało męża. Po tych wydarzeniach biedaczka wariuje i trafia do szpitala psychiatrycznego gdzie lekarze ,,nie dostrzegają (and they don't notice)" że Miku jest w ciąży (urojonej bądź prawdziwej, nie jestem pewna). Koniec taki, że dziewczyna zabija się ciosem widelca wymierzonym w brzuch.

     Ta piosenka jest dziełem autora znanego nam z poprzedniego postu ,,Musunde Hiraite Rasetsu to Mukuro" - Hachi'ego.

środa, 16 października 2013

Jakże mhrroczne piosenki... Część 1

       O Vocaloidach już się tu kilka razy pisało... Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam kilka śpiewanych przez nie bardziej znanych piosenek, które powszechnie uważane są za sthraszna i mhroczne. Mnie specjalnie o dreszcze nie przyprawiają, widać jestem już uodporniona (tak, tak, tchórzu, pocieszaj się), ale na pewno są niepokojące i mają specyficzny klimat. Kolejność zupełnie przypadkowa.


1. Musunde Hiraite Rasetsu to Mukuro 

      Można by rzec, że sztandarowa piosenka Ludożercy - w tylu wykonaniach i tyle razy była na liście utworów lecących w tle... Słodka Hatsune Miku jak zwykle w mrocznej piosence w tradycyjnych japońskich klimatach. Oficjalnie Otwórz Znów - Wampir i Zwłoki (bo tak wygląda jedno z tłumaczeń tytułu) opowiada o poczucie dyskomfortu i niewinności. Kiedyś przerażała mnie ta piosenka, najbardziej podobał mi się fragment Karpiowy proporzec odsłonił swój brzuch, narodziła się czaszka.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Wschód kontra Zachód, czyli opowieści zza drugiej strony płyty tektonicznej.

     Witam ponownie po długim okresie rozłąki. Długo zastanawiałam się jakim tematem uczcić mój pierwszy post od tak dawna. Jednak termin goni. Przeglądając YT, google, stronki poruszające tematy zjawisk paranormalnych, dział X na 4chanie... No więc? Jesteście ciekawi co dziś przygotowałam? Zaczynajmy!

     Niedawno przedstawiono tutaj spory, dobry kawał mitologii słowiańskiej. Mówiliśmy o Południcach, Utopcach i innych stworach. Ja jednak jako fascynatka kultury japońskiej przedstawię kilka (nowszych i starszych) opowieści i stworów z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Złość piękności szkodzi.

      Zapytanie typu ,,czy jestem piękna(y)" znamy na przykład z ,,Krawcowej z Enbizaki" czy może szerzej znanej creepypasty ,,Jeff the Killer". Cóż, jeśli usłyszycie te pytanie - czujcie się zagrożeni.
   
       Kuchisake-onna (co można przetłumaczyć jako ,,kobieta o rozciętych ustach") jest znanym z japońskich legend stworem. Biedaczka uważana jest za ducha kobiety okaleczonej przez zazdrosnego męża. Początek jej historii sięga okresu Edo, kiedy to po ulicach rzekomo spacerowała kobieta zasłaniająca twarz kimonem. Legenda się uwspółcześniła i teraz wesoło paradują sobie ulicami duchy w maseczkach przeciw roznoszeniu zarazków.

      Kuchisake-onna zazwyczaj zaczepia dzieci, nie jest to jednak reguła. Ofiara niczego nieświadoma nagle jest nagabywana przez obcą kobietę zapytaniem ,,Czy jestem piękna?". Udzielenie odpowiedzi negatywnej oznacza śmierć ofiary. Jeśli jednak na pytanie odpowiesz twierdząco, kobieta zdejmuje maseczkę i pyta ,,A teraz?" po czym okalecza okrutnie daną osobę prowadząc ją do bolesnej śmierci. Jest też wersja legendy mówiąca o autostopowiczce uprawiającej takie właśnie praktyki. Niegdyś w Japonii grasowała kobieta przebrana z Kuchisake-onna. Wybuchła ogólna panika a dzieci były prowadzone do szkoły i z powrotem
grupami.

     Podobno jednak zawsze jest nadzieja! I tu mamy szansę uciec przed straszliwą zjawą. Pierwszym sposobem jest odpowiedzenie twierdząco na jej drugie pytanie. Można też odwrócić uwagę ducha rzucając mu pod nogi cukierki lub owoce. Dodatkowo co ciekawe, uratujemy się też odpowiadając kobiecie, ze nie jest ona piękna, tylko przeciętna oraz zadając jej takie samo pytanie.

sobota, 16 marca 2013

Bestią może być człowiek – dramatyczna historia Junko Furuty.


Junko Furuta – założę się, że czytaliście o niej nawet przez przypadek. Pewnie nie zagłębiliście się w tą historię, z resztą żaden kraj nie chciałby, aby taka sprawa była nagłaśniana przez media czy internautów, jednak jeśli się szuka, to się znajdzie kilka konkretów na jej temat.

Koszmar dziewczyny rozpoczął się 25 października 1988 roku. Wtedy została uprowadzona, przez czwórkę chłopców (nie, to nie błąd – najstarszy z nich miał wtedy zaledwie 18 lat). Dziewczyna po dotarciu do domu najstarszego z ich grupki została zmuszona do zatelefonowania do swoich rodziców tłumacząc, że uciekła z domu i jest bezpieczna u koleżanki. W domu, w którym rozgrywał się dramat byli obecni rodzice. Wiedzieli o całej sprawie, jednak nie zadzwonili na policję, ani nie wypuścili dziewczyny, ale nie brali udziału w sadystycznych zabawach grupki chłopców.

Dziewczyna była wielokrotnie bita przez nich (nawet metalowym prętem), gwałcona, zrzucano jej hantle na brzuch, odpalano petardy z odbytu, wsadzano jej różne przedmioty do pochwy (w tym żarówki), przypalano ją papierosami, przycinali jej sutki za pomocą obcęgów, była zmuszana do jedzenia karaluchów, picia własnego moczu, czy masturbowania się przed nimi.

W takich męczarniach dziewczyna spędziła aż 44 dni. Sprawcy wielokrotnie podkreślali, że nie chcieli jej zamordować i próbowali tłumaczyć, że myśleli, że symulowała.

Pomimo jej błagań i histerycznych krzyków zabójcy nie pozwalali jej uciec, także rodzice najstarszego byli na to obojętni. Zmęczona ciągłymi prośbami zaczęła błagać o chociażby zabicie jej, aby skrócić te katusze. Na to również nie doczekała się odzewu, gdyż śmierć przyszła dość niespodziewanie.

4 stycznia 1989 roku chłopcy oblali poszczególne części ciała dziewczyny benzyną, a następnie ją podpalili. Leżała w szoku przez kilka godzin, aż wreszcie przyszło upragnione ukojenie – zmarła. Sprawcy na początku myśleli, że znów symuluje, jednak po sprawdzeniu pulsu stało się jasne, że Junko nie żyje. Później wsadzili jej zwłoki do beczki i wlano tam cement.

Rodzina zabójców zmieniła nazwiska i wyjechała z kraju, po tym jak tygodnik Shukan Bushun ujawnił dane chłopców z dopiskiem ,,prawa człowieka nie obejmują bestii".

Sprawcami okazali się:

- Hiroshi Miyano (zmienił dane na Hiroshi Yokoyama)
- Jo Ogura (zmienił dane na Jo Kamisaku)
- Shinji Minato
- Yasushi Watanabe
- Koichi Ihara

Po złapaniu ich zostali skazani na 17 lat więzienia.

Zespół The GazettE napisał na jej cześć piosenkę Taion. Na koncertach członkowie zespołu płaczą, a wokaliście łamie się głos, zwija się na scenie próbując śpiewać dalej. W większości przypadków również krzyczy, aby uwolnić wszystkie emocje.

Tutaj akurat nie mam nic do dodania. Sama historia wydaje się być zbyt straszna, aby być prawdziwa, ale koszmar Furuty był jak najbardziej rzeczywisty. To smutne wiedzieć jakimi bestiami mogą być ludzie. Tutaj chyba nie muszę niczego tłumaczyć.

czwartek, 7 marca 2013

Japońskie potwory z legend – mam się bać...?

Witajcie, jak już wspominała mysza - dołączyłam do Ludożercy i potwornie się z tego powodu cieszę! Mam nadzieję, że nie ośmieszę się tym pierwszym postem, jednak przy tak dziwnym i z lekka obrzydzającym temacie nie w sposób się nie śmiać z naszych kochanych Japończyków. No nic - zapraszam do czytania!

     Demon, potwory z legend - kto takich nie kojarzy? Występują w każdej kulturze, zwykle służąc swą strasznością do straszenia małoletnich buntowników. Jednak w Japonii widać dzieci mają lekko spaczone umysły (za dużo anime! (i kto to mówi...)) i widać straszne istoty wyglądają nieco... inaczej? W każdym bądź razie przekonajmy się sami.

Nuppeppo

      Jest to jeden z takich milusińskich. Być może to złe określenie na takiego stworka... Otóż nasz nowy koleżka jest stworzony z nieświeżego ludzkiego mięsa. Co najciekawsze raczej nie robi krzywdy ludziom, chociaż naszym nosom może nieźle zaszkodzić. Pewnie Was nie dziwi to, ale ta bezkształtna kupa mięsa roznosi za sobą zapach taki, że wprost kwiaty usychają i zmusza do oddalenia się do łazienki... w wiadomym celu. Legenda z nim związana głosi, że jeśli ktoś jakimś sposobem nie zwymiotuje na miejscu, a do tego zje kawałek jego sflaczałego cielska... to zostanie wiecznie młody.

Sądzę, że ktokolwiek podołał temu zadaniu był nieźle zdesperowany.

Akaname 

    Kolejny demon... Bardzo specyficzny i obrzydliwy. Ta oto istotka grasuje w naszych ubikacjach, a szczególnie lubi kiedy są brudne. Czemu? Otóż Akaname ma bardzo długi język. Do czego zmierzam? Ten stworek ukochał sobie zlizywanie brudu z różnych części naszej toalety. Nawiedza domy w nocy, więc jeśli masz brudną toaletę, to radzę Ci nie chodzić w nocy do toalety. Nie chcesz aby taka przygoda Ci się trafiła (szczególnie po obejrzeniu horroru)? Zadbaj o to, aby Twój kibel lśnił czystością!


Bakezori

      Jeden z najdziwniejszych Yokai z którymi się spotkałam. Otóż Bazekori jest... sandałem! Legenda głosi, że został ożywiony, gdyż nierozważny czarownik testował na nim zaklęcia. W wyniku kombinacji kilku z nich nasz sandałek drepta po świecie wesoło podśpiewując. Ponoć to przemiłe stworzonko nawiedza domy, w których obuwie jest źle traktowane i potrafi siedzieć domownikom w domu i śpiewać do białego rana. Zaczynam się bać, bo niedawno przemoczyłam glany...

                                         

Shirime

     Jak już zauważyliśmy wcześniej - wyobraźnia Japończyków nie zna granic. Możemy się o tym przekonać na ostatnim przykładzie. Shirime to potwór, który wygląda jak człowiek. Jednak jest pewien drobny szczegół, który wyróżniłby go na ulicy, czy też pewnie nie daliby mu stażu w McDonald's... Ostatni z dziwnych kreatur ma oko w miejscu gdzie normalny człowiek posiada odbyt... Pewnie teraz napłynęło Wam do głowy wiele pytań, ale jestem już dostatecznie zdegustowana i nie będę wnikać w szczegóły...


Tym oto dziwnym akcentem kończę moją pierwszą notkę. Przynajmniej od razu będziecie wiedzieć, że nie jestem normalna i pewnie tu nasuwa się pytanie - skąd ja biorę te tematy. Otóż ostatniego koleżkę opisałam w sposób dość dziwny, mój dziadek pewnie powiedziałby:
"Oko na dupie? To musiał być Picasso..."
Widać dziwne zachowania mam we krwi.
Pozdrawiam!

środa, 2 stycznia 2013

,,Deformacja!" czyli Dark Wood Circus.

     Wielu z tutaj obecnych miało w życiu styczność z Vocaloidami. Wielu fanów zna na pewno piosenkę Dark Wood Circus opartą na prawdopodobnie prawdziwej historii.

      Streszczając: Miku trafia w tej piosence do cyrku. Zamiast własnych nóg ma przeszczepione kończyny sarny. Razem z nią są tam też inne zdeformowane i dziwaczne dzieci. Wszystko polega na tym, że są one porywane i wystawiane przed publiką. Pytanie brzmi, czy ludzie naprawdę byliby w stanie coś takiego robić?


     Przekopałam cały internet, by znaleźć informacje na temat takich wydarzeń. Kiedyś pojawił się w Internecie koreański blog, na którym zamieszono (obecnie już nieistniejący) artykuł, który spekulował, że cyrki istniały naprawdę. Okazało się że podobne zdarzenia prawdopodobnie faktycznie miały miejsce. Co do czasu, są dwie opcje. Jedna mówi, że takie cyrki zakładano w epoce Edo (1603-1868), druga, że wszystkie te wydarzenia miały miejsce gdzieś między I a II Wojną Światową. Wszystko działo się w Japonii oraz Korei.

      Główne przyczyny powstawania tego typu miejsc również są dwie. Ludzie, jak i teraz, poszukiwali rozrywki. Był popyt na każdą ciekawą atrakcję. Wtedy wrażliwość ludzi była zupełnie inna niż obecnie, niestety. Jednocześnie, sporej części ludzi brakowało pieniędzy. Atrakcje nie tylko więc porywano, ale też rodzice, w akcie ogromnej desperacji, byli zmuszeni sprzedawać własne dzieci.

            Gdy ktoś znalazł się już w takim cyrku, co się z nim działo?

      By zapewnić widzom rozrywkę, stosowano naprawdę wiele okrutnych i drastycznych środków. Porwane dzieci próbowano udoskonalić. W tym celu obcinano im kończyny, czasem próbując przeszczepić części ciała różnych zwierząt. Dodatkowo polewano ich twarze kwasem, by wyglądały bardziej niezwykle. Przeszczepiano i likwidowano różne mięśnie, zwyczajnie bito, i zmuszano do kanibalizmu. Czasem  nawet gwałcono dzieci na oczach publiki. Ludzie potrafili zapłacić dużo pieniędzy by zobaczyć taki właśnie pokaz.

             Nie zachowały się żadne zdjęcia. Po pierwsze, pokazy cyrkowe oglądano wtedy przez niewielkie, okrągłe dziurki w namiocie, co znacznie utrudniało zrobienie zdjęcia. Po drugie, nawet jeśli komuś udało się zrobić fotografię, zostały one najpewniej spalone. Rząd Japonii nie chciałby, by wyciekło coś takiego, prawda? 

          Jak widać, niewiele można dowiedzieć się na ten temat. Jednak nietrudno wyobrazić sobie, jak okrutnie traktowano te dzieci.