Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raven. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2013

Coś, co trzeba zobaczyć – spis najbardziej nawiedzonych miejsc.

        Z góry przepraszam za małe ,,zawieszenie" Ludożercy, wena lubi uciekać. Z racji tego, że wystarczająco długo czekaliście, postanowiłam przygotować coś ,,ekstra", coś co wygrzebałam z otchłani internetu. Proszę państwa - lista miejsc, w które chciałabym się wybrać!

                                                              

                                                               1. Zamek w Edynburgu



     Nasza ukochana wikipedia może nam zaprezentować same suche fakty na temat jednej z najpotężniejszych fortec. Często można pominąć małe szczegóły. Otóż nie dość, iż forteca ta jest jednym z symboli Szkocji, jest również najbardziej nawiedzonym tam miejscem, ba, najprawdopodobniej na świecieW 2001 roku była tam grupa badaczy zjawisk paranormalnych, którzy mieli ocenić, czy to miejsce, w którym rzeczywiście można dostać gęsiej skórki. Chcecie, to macie, uwaga, uwaga - grupa śmiałków i fascynatów zjawisk paranormalnych, orzekła iż w 51 procentach pomieszczeń mogły być obecne duchy.


sobota, 14 września 2013

Calalini – to tylko wyobraźnia, prawda?

     Chyba każdy, kto ma do czynienia z syntezatorami głosów, zna i kojarzy taki tytuł jak Calalini. Na  pierwszy rzut oka (ucha?) można by rzec, że to tylko dzieło wybujałej wyobraźni twórcy i kiepskiego ,,Engrisha" Kaai Yuki, jednak czy kryje się za tym coś więcej?


        Cóż, szczerze powiedziawszy, to nie jest żadna kiepska, zmyślona historia.
   
     Jak głosi tekst piosenki, mamy do czynienia z Jani Schofield, która cierpi na schizofrenię. Dokładniej: jeden z najgorszych przypadków schizofrenii dziecięcej. Jani widziała prawie 200 halucynacji, które dosłownie namawiały ją do okaleczania siebie i swojej rodziny.
   
     Co prawda, poświęcając trochę czasu na głębsze poznanie tej sprawy, dowiedziałam się, iż psychoza Jani jest w tej piosence przedstawiona nieco zbyt dramatycznie, i że dziewczynka już czuje się lepiej. Sam tekst piosenki wydaje się przerażający, ale jak widać, nie trzeba się aż tak martwić, jednak osobiście uważam, iż Jani naprawdę do tej pory czuje się źle, wiedząc, że oddziałują na nią tak mocno zwykłe wytwory wyobraźni. Bardzo trudno jest zwątpić, że to wszystko dzieje się na prawdę, więc spróbujcie udowodnić sobie, że dowolny przedmiot przed Wami nie istnieje. Trudne? Właśnie tak podejrzewałam.

      Calalini to wyspa, na której znajdują się wszystkie zwierzęta, które widzi Jani. Czterysta to pies, Wtorek to kot, a Sykomora to szczur, wszystko nabiera sensu, prawda?

     Sam koszmar, który przeżywa Jani jest przerażający, nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieciństwo polegało na wybieraniu, co jest prawdą, a co nie.

,,I can't be alone"

     Choroba Jani wciaż trwa, chociaż dziewczynka czuje się lepiej. Calalini wciąż jest jej miejscem, tak samo jak zwierzęta, które na niej żyją. To wszystko należy do niej i należeć będzie.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Świętość to pojęcie względne – o dziwnym obrazie.

   Tajemniczy obraz przedstawiający Jezusa Chrystusa przyciąga ludzi z całych Czech. Obraz pokazuje twarz Syna Bożego z zamykającymi się i otwierającymi oczami. Wielu gości prowadzonej przez Oldricha Klimę ,,Galerii Handricat" w Pilsen pyta, czy jest to tylko świetlna sztuczka, czy może coś bardziej duchowego.




      Tak brzmi opis tegoż obrazu, praktycznie na każdej stronie, jaką przeszukałam o tym tajemniczym dziele. Informacji jest naprawdę mało, co również w pewien sposób zainspirowało mnie do napisania na ten temat. Myślę, że ten obraz ma służyć człowiekowi, jego własnym odczuciom, a nie historii, która pomimo, że jest poruszana w wielu kręgach, to wciąż nikt się w nią dokładnie nie zagłębił. Pomimo to odszukałam parę ciekawych informacji, które być może pomogą nie tylko mi zrozumieć ten obraz.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Ponura Niedziela – tak bardzo ponuro...?

Ludożerca wraca! Jestem taka szczęśliwa, że znów mam okazję pisać na tym blogu. W „zawieszeniu” niestety brałam udział ja, zniknęłam ze strefy blogowej, nikogo nie uprzedzając, co uważam za błąd, skoro nikt nie chciał mnie przekreślić. Jednakże cieszę się, że dostałam kolejną szansę, nie mogę jej zmarnować. Korzystając z okazji – bardzo serdecznie witamy Ronnir w naszej redakcji! Mam nadzieję, że będzie nam się wszystkim dobrze pracowało, a także, że czytelnicy będą zadowoleni. Shiarou/Raven



         Węgierski kompozytor Reszo Seress stworzył ją pewnej deszczowej niedzieli w grudniu 1932 r., w Paryżu. Jego narzeczona zerwała zaręczyny, przez co Seress popadł w głęboką depresje. Kiedy rozmyślał o tym, jak przygnębiająca okazała sie właśnie ta niedziela jego życia, do głowy przyszła mu smutna, nieznana melodia. Nieoczekiwany pomysł wyrwał go z apatii. Napisał więc piosenkę i nadal jej tytuł "Ponura niedziela." Jej słowa mówiły o tragicznych przeżyciach kochanka. Jego narzeczona umarła, a młodzieniec chce popełnić samobójstwo, aby znów sie z nią połączyć. 

sobota, 16 marca 2013

Bestią może być człowiek – dramatyczna historia Junko Furuty.


Junko Furuta – założę się, że czytaliście o niej nawet przez przypadek. Pewnie nie zagłębiliście się w tą historię, z resztą żaden kraj nie chciałby, aby taka sprawa była nagłaśniana przez media czy internautów, jednak jeśli się szuka, to się znajdzie kilka konkretów na jej temat.

Koszmar dziewczyny rozpoczął się 25 października 1988 roku. Wtedy została uprowadzona, przez czwórkę chłopców (nie, to nie błąd – najstarszy z nich miał wtedy zaledwie 18 lat). Dziewczyna po dotarciu do domu najstarszego z ich grupki została zmuszona do zatelefonowania do swoich rodziców tłumacząc, że uciekła z domu i jest bezpieczna u koleżanki. W domu, w którym rozgrywał się dramat byli obecni rodzice. Wiedzieli o całej sprawie, jednak nie zadzwonili na policję, ani nie wypuścili dziewczyny, ale nie brali udziału w sadystycznych zabawach grupki chłopców.

Dziewczyna była wielokrotnie bita przez nich (nawet metalowym prętem), gwałcona, zrzucano jej hantle na brzuch, odpalano petardy z odbytu, wsadzano jej różne przedmioty do pochwy (w tym żarówki), przypalano ją papierosami, przycinali jej sutki za pomocą obcęgów, była zmuszana do jedzenia karaluchów, picia własnego moczu, czy masturbowania się przed nimi.

W takich męczarniach dziewczyna spędziła aż 44 dni. Sprawcy wielokrotnie podkreślali, że nie chcieli jej zamordować i próbowali tłumaczyć, że myśleli, że symulowała.

Pomimo jej błagań i histerycznych krzyków zabójcy nie pozwalali jej uciec, także rodzice najstarszego byli na to obojętni. Zmęczona ciągłymi prośbami zaczęła błagać o chociażby zabicie jej, aby skrócić te katusze. Na to również nie doczekała się odzewu, gdyż śmierć przyszła dość niespodziewanie.

4 stycznia 1989 roku chłopcy oblali poszczególne części ciała dziewczyny benzyną, a następnie ją podpalili. Leżała w szoku przez kilka godzin, aż wreszcie przyszło upragnione ukojenie – zmarła. Sprawcy na początku myśleli, że znów symuluje, jednak po sprawdzeniu pulsu stało się jasne, że Junko nie żyje. Później wsadzili jej zwłoki do beczki i wlano tam cement.

Rodzina zabójców zmieniła nazwiska i wyjechała z kraju, po tym jak tygodnik Shukan Bushun ujawnił dane chłopców z dopiskiem ,,prawa człowieka nie obejmują bestii".

Sprawcami okazali się:

- Hiroshi Miyano (zmienił dane na Hiroshi Yokoyama)
- Jo Ogura (zmienił dane na Jo Kamisaku)
- Shinji Minato
- Yasushi Watanabe
- Koichi Ihara

Po złapaniu ich zostali skazani na 17 lat więzienia.

Zespół The GazettE napisał na jej cześć piosenkę Taion. Na koncertach członkowie zespołu płaczą, a wokaliście łamie się głos, zwija się na scenie próbując śpiewać dalej. W większości przypadków również krzyczy, aby uwolnić wszystkie emocje.

Tutaj akurat nie mam nic do dodania. Sama historia wydaje się być zbyt straszna, aby być prawdziwa, ale koszmar Furuty był jak najbardziej rzeczywisty. To smutne wiedzieć jakimi bestiami mogą być ludzie. Tutaj chyba nie muszę niczego tłumaczyć.

czwartek, 7 marca 2013

Japońskie potwory z legend – mam się bać...?

Witajcie, jak już wspominała mysza - dołączyłam do Ludożercy i potwornie się z tego powodu cieszę! Mam nadzieję, że nie ośmieszę się tym pierwszym postem, jednak przy tak dziwnym i z lekka obrzydzającym temacie nie w sposób się nie śmiać z naszych kochanych Japończyków. No nic - zapraszam do czytania!

     Demon, potwory z legend - kto takich nie kojarzy? Występują w każdej kulturze, zwykle służąc swą strasznością do straszenia małoletnich buntowników. Jednak w Japonii widać dzieci mają lekko spaczone umysły (za dużo anime! (i kto to mówi...)) i widać straszne istoty wyglądają nieco... inaczej? W każdym bądź razie przekonajmy się sami.

Nuppeppo

      Jest to jeden z takich milusińskich. Być może to złe określenie na takiego stworka... Otóż nasz nowy koleżka jest stworzony z nieświeżego ludzkiego mięsa. Co najciekawsze raczej nie robi krzywdy ludziom, chociaż naszym nosom może nieźle zaszkodzić. Pewnie Was nie dziwi to, ale ta bezkształtna kupa mięsa roznosi za sobą zapach taki, że wprost kwiaty usychają i zmusza do oddalenia się do łazienki... w wiadomym celu. Legenda z nim związana głosi, że jeśli ktoś jakimś sposobem nie zwymiotuje na miejscu, a do tego zje kawałek jego sflaczałego cielska... to zostanie wiecznie młody.

Sądzę, że ktokolwiek podołał temu zadaniu był nieźle zdesperowany.

Akaname 

    Kolejny demon... Bardzo specyficzny i obrzydliwy. Ta oto istotka grasuje w naszych ubikacjach, a szczególnie lubi kiedy są brudne. Czemu? Otóż Akaname ma bardzo długi język. Do czego zmierzam? Ten stworek ukochał sobie zlizywanie brudu z różnych części naszej toalety. Nawiedza domy w nocy, więc jeśli masz brudną toaletę, to radzę Ci nie chodzić w nocy do toalety. Nie chcesz aby taka przygoda Ci się trafiła (szczególnie po obejrzeniu horroru)? Zadbaj o to, aby Twój kibel lśnił czystością!


Bakezori

      Jeden z najdziwniejszych Yokai z którymi się spotkałam. Otóż Bazekori jest... sandałem! Legenda głosi, że został ożywiony, gdyż nierozważny czarownik testował na nim zaklęcia. W wyniku kombinacji kilku z nich nasz sandałek drepta po świecie wesoło podśpiewując. Ponoć to przemiłe stworzonko nawiedza domy, w których obuwie jest źle traktowane i potrafi siedzieć domownikom w domu i śpiewać do białego rana. Zaczynam się bać, bo niedawno przemoczyłam glany...

                                         

Shirime

     Jak już zauważyliśmy wcześniej - wyobraźnia Japończyków nie zna granic. Możemy się o tym przekonać na ostatnim przykładzie. Shirime to potwór, który wygląda jak człowiek. Jednak jest pewien drobny szczegół, który wyróżniłby go na ulicy, czy też pewnie nie daliby mu stażu w McDonald's... Ostatni z dziwnych kreatur ma oko w miejscu gdzie normalny człowiek posiada odbyt... Pewnie teraz napłynęło Wam do głowy wiele pytań, ale jestem już dostatecznie zdegustowana i nie będę wnikać w szczegóły...


Tym oto dziwnym akcentem kończę moją pierwszą notkę. Przynajmniej od razu będziecie wiedzieć, że nie jestem normalna i pewnie tu nasuwa się pytanie - skąd ja biorę te tematy. Otóż ostatniego koleżkę opisałam w sposób dość dziwny, mój dziadek pewnie powiedziałby:
"Oko na dupie? To musiał być Picasso..."
Widać dziwne zachowania mam we krwi.
Pozdrawiam!